RSS
 

Bajka „Przygody Maksia” 1

10 sie

Na podwórku

 

Na podwórku koło domu stoi buda, mieszka w niej pies Maks. Wszyscy mówią do niego Maksio, bo niezwykły jest. Sumiennie pilnuje domu, pomocy nie odmówi nikomu, wszystkim na podwórku pomoże jak tylko może, a pomysły przeróżne ma. Maksio to pies Eryka, zawsze z radością go wita i tak mocno macha ogonem, że czasem zastanawiam się, czy czasem mu nie odpadnie.

-Maksio, Maksio, chodź do mnie, to przytulę cię trochę.

Woła Eryk i usiadł na ławeczce przed domem. Maksio ogonem zamerdał i na kolana wskoczył mu, przytulił się mocno i z radości w policzek polizał chłopczyka. Tak witają się dobrzy przyjaciele- nosek o nosek. Eryk bardzo kocha Maksia, a Maksio Eryka, od razu to widać.

Na podwórku wielki gwar, Maksio przygląda się,

- Słońce pięknie świeci a wy kłócicie się już od rana? Dlaczego nie możecie zgodzić się, o co  chodzi znów, czy wolicie, kiedy pada deszcz i podwórko puste jest? Co kawałek kałuża i wtedy nikt z domu nosa nie wynurza, tylko robaki i ślimaki pełzają po ziemi. Korzystajmy z pięknej pogody, a może urządzimy jakieś zawody.

- Dobry pomysł, gę, gę – odezwała się gąska Balbinka.

- Na podwórku dużo ptactwa domowego jest, więc wybierzmy drużyny dwie, niech ze sobą zmierzą się. Zobaczymy, które stado ptaków najlepsze jest.

W jednym rzędzie ustawiły się ptaki pływające: kaczki i gęsi, one płetwy mają i dzięki nim pływają. W drugim rzędzie ptaki z pazurami: kury i indyczki. Gęsi chciały grać w koszykówkę, kaczki na to:

- My w koszykówkę nie gramy, bo za krótkie szyje i nóżki mamy, z góry mówię, że na pewno przegramy. To niesprawiedliwe, gęsi długie szyje mają, to niech z równymi sobie grają, bo my na to nie zgadzamy się.

Gęsi na to- tak jest, kaczki będą plątały się nam pod nogami, my też z nimi grać nie chcemy.

Kury i indyczki pazury maja, ale też różnica wzrostu między nimi jest. To trochę nie fair, ale innego wyjścia nie mamy, musimy podzielić się.

Maksio przygląda się uważnie,

-hau, hau, musi być sprawiedliwie, nich wszyscy równe szanse mają.

Teraz kogut Jacek odezwał się

- Zrobimy tak: gęsi zagrają z indyczkami w piłkę skrzydlatą, a kury z kaczkami w piłkę nożną.

-Tak jest dobrze- wszyscy odezwali się zgodnie.

- Ale czym będą grać- Maksio zastanawia się.

- Takiej piłki nie mamy- może balonik?- mówi indyk Kacper.

-Gęsi i indyczki skrzydłami zagrają, więc dla nich balonik będzie dobry, wiatru nie ma, nie ucieknie im. Dla kur i kaczek być nie może, bo kura pazurem przebije. Ziemniak też nie, bo nierówny jest. Już wiem, najlepszy będzie burak, bo jak piłka okrągły jest i też kula się. A więc uzgodnione, wyższe ptactwo gra balonem, a niższe burakiem.

Eryk usiadł na progu domu i przygląda się, co na podwórku dzieje się. Podchodzi do niego Maksio i merda ogonem

-Hau, hau, Eryku, prośbę mam, pożycz nam swój balonik, bo chcemy rozegrać mecz. Gąski i indyczki skrzydłami będę grały, to chyba nie pęknie.

Już Eryk balonik niesie

- Proszę, nadmuchałem, w sam raz do grania, a dla Maksia gwizdek mam, no, bo sędzią przecież jest.

Maksio zagwizdał i zawołał:

- Zaczynamy mecz, drużyny na miejsca. W bramkach gąsior Bolek i indor Kacper.

Balonik już w powietrzu jest, ptaki zgrabnie odbijają go. Balbinka mocno uderzyła i już balon  leci do bramki. Kacper dobrze ustawił się i złapał go.

-Gul, gul, gul, obroniłem i jest kul.

Udało się, dobry na bramce jest- cieszą się indyczki. Teraz one balonik mają , między siebie podają i pędzą do przodu, do bramki przeciwnika. Indyczka Zosia strzela. W bramce Bolek, raz w jedną, raz w drugą stronę kiwa się. Też złapał balonik.

-Gę, gę, gę,- obroniłem, dobrze jest.

Teraz gąski cieszą się

- Dobrze bronisz nasz gąsiorze, broń tak dalej.

Słychać gwizdek, teraz chwila odpoczynku i zmiana boiska. Drużyny naradzają się, jak grać dalej, no bo przecież każdy wygrać chce. Druga połowa meczu podobnie potoczyła się. Nikomu nie udało się strzelić gola dziś, choć wszyscy dzielnie walczyli. Maksio zagwizdał, mecz skończył się remisem 0-0. Teraz wszyscy krzyknęli:

- Wiwat Bolek, wiwat Kacper, wspaniali z was bramkarze w piłce skrzydlatej

- Na dziś koniec zabawy, robi się późno- zagdakały kury, jutro drugi mecz.

- Dla kogo późno, dla tego późno- odezwał się kot Mruczek, który też oglądał mecz.

Zapiał kogut- kuku- ryku, pewnie kocie zapomniałeś, że ptactwo domowe wcześnie chodzi spać, bo ze świtem wstaje, a nie tak jak ty- po nocach się gdzieś włóczysz a w dzień śpisz, albo wygrzewasz na słońcu.

-Włóczysz, nie włóczysz – mruknął kot.

- Na myszy poluję, bo po nocy harcują w stodole. Wy macie spokój w swoim grajdole a one buszują gdzie się da.

Maksio przysłuchiwał się tej rozmowie, w końcu odezwał się:

- Hau, hau, każdy swoja rację ma i zamiast niepotrzebnie kłócić się, niech każdy idzie w swoją stronę. Jutro będzie nowy dzień i zapomnicie o dzisiejszym sporze.

- Ko, ko, ko, dobranoc kocie. My idziemy spać, a ty idź sobie na to swoje polowanie, ale jutro zapraszamy cię na drugi mecz. Może zdążysz przespać się, choć trochę.

- Ja z kurami spać nie chodzę- mruknął i na drzewo wdrapał się. Z góry popatrzył na puste podwórko, jeszcze trochę pobiegam po dachach, bo tak lubię.

Maksio też popatrzył, przeciągnął się

- Chyba już do budy pójdę, bo zrobiło się pusto i nudno, chyba, że z Erykiem jeszcze pobawię się albo na spacer pójdziemy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bajka „przygody Maksia” 2

10 sie

 

                                                       Drugi mecz

 

 

Rano, skoro świt, kogut obudził się. Oczy przetarł skrzydłami, otrzepał się, piórka ładnie poukładał, grzebyk przyczesał, kolorowy ogon ułożył. Potem kurnik szeroko otworzył, na płot wskoczył i głośno pieje:

-Kukuryku, pora wstawać, słońce też już wstaje, na śniadanie czas. Przypominam że dziś rozgrywamy drugi mecz na podwórku- kukuryku!

Wszyscy już powoli wstają, leniwie się przeciągają i piórka ładnie układają.

- Ko, ko, ko, zaraz zjemy śniadanko, żeby dużo siły mieć, dziś my rozgrywamy mecz.

Kaczki też szybciutko wstały:

- Kwa, kwa, kwa, i my też musimy przygotować się na mecz. Zobaczymy kto dziś zwycięży. Dziś w buraka gramy. A może też będzie remis?

- To już Maksio- sędzia osądzi.

Wszyscy już śniadanie zjedli, na podwórku stawili się. Ptaki długoszyje teraz kibicami są. Pies już gwizdek w łapce trzyma, za chwilę odbędzie się drugi mecz.

- Kury i kaczki, proszę przygotować się, piłka burak na środku już jest.

Teraz w bramce stanął kaczor Kajtek i kwoka Klotylda. Kogut wlazł na drabinę, że szczebla będzie oglądał mecz.

- Kukuryku, stąd lepiej widzę całe boisko.

Obok niego usiadł kot. Choć trochę jeszcze zaspany, ale na mecz też przyszedł.

- Jak mnie zaprosili to też pokibicuję im, pogapię się.

Maksio głośno zagwizdał, rozpoczął się mecz. Kaczki, choć zawsze powolne, teraz śpieszą się. Burak kula się, od nogi do nogi.

- Kwa, kwa, uważaj, bo kura podbiega i zabierze ci buraka pazurem. Już podaje buraka do inne kaczki, która była blisko bramki. Ta płetwą mocno walnęła i burak wiruje powietrzu. Kwoka, choć odważna i bronić chce, teraz ustawiła się bokiem w bramce i burakiem dostała w kuper.

- Ko, ko, ko, trochę zabolało, burak twardy jest. Muszę bardziej uważać, bo jeszcze jajko w bramce zniosę, a tego nie chcę.

- Ważne, że obroniła, Klotylda dobra jest

Teraz podała buraka do swoich. Kury dzielnie kopią go do przodu, jedna drugiej pazurem podaje. Już, już są blisko bramki kaczora. Kaczki, choć walczą dzielnie, przejąć go nie mogą. Teraz dobre kopnięcie i już burak leci do bramki. Kajtek dzielnie broni bramki, przechyla się z boku na bok i nagle bęc. Dostał burakiem prosto w łebek i na ziemię padł. Trochę za wysoko burak szybował, od głowy kaczora odbił się i w chlewiku wylądował, bo drzwi były otwarte. Świnka buraka zobaczyła jak kula się.

- Hrum, hrum, do mojego koryta wpadł, więc go zjem.

Maksio wpada do chlewika

- Gdzie nasz burak jest?

- Kwi, kwi, właśnie go kończę.

Świnka zadowolona odpowiedziała.

- To była nasz piłka, jak mogłaś to zrobić nam?

Maksio wyszedł z chlewika bardzo niezadowolony i oznajmił wszystkim,

- Koniec meczu.

- Jak to koniec, przecież niedawno zaczął się,

Indor Kacper odezwał się.

- Tak, ale nie mamy czym dalej grać, bo świnka zjadła naszą piłkę, naszego buraka.

- A to świnia jedna-  oburzyły się ptaki.

- Czy nie jadłaś dziś śniadania?

- Kwi, kwi, owszem, jadłam ziemniaki, ale burak lepszy był.

- Jak mamy teraz dokończyć mecz- ty świnio?

- Jak będziecie mnie przezywać to wszystkie buraki zawsze wam zjem.

- Wcale cię nie przezywamy, przecież tak nazywasz się i po świńsku postąpiłaś, bo buraka zjadłaś nam.

- Może tak, a może nie. Co za głupie powiedzenie „Po świńsku postąpiłaś”, przecież świnie nie są wcale takie złe, a że lubią w błocie bawić się? No cóż, każdy lubi co innego, czyż nie?

Teraz kaczor odezwał się:

- To weźmiemy sobie cebulę, też okrągła jest.

- I co z tego, cebulę też wam zjem.

- A czego nie zjesz? – Maksio zapytał.

- Świnia jak to świnia wszystko zje, no nie? Chyba, że będziecie dla mnie mili i nazwiecie mnie Balbinką.

- Balbinka – gąska już jest, druga nie może być.

- No to może Hrum, hrum, – ktoś powiedział.

- To, że tak robię wcale nie znaczy, że tak mam nazywać się. Wszyscy ładne imiona mają, Ja też chcę ładne mieć. Małgosia nie, bo to nasza gosposia, ale Justynka podoba mi się.

- Zgoda, niech tak będzie. Już nie kłóćmy się dalej, ale meczu i tak już nie dokończymy dziś. Teraz świnka Justynka zawstydziła się.

- Jest mi przykro, że popsułam wszystkim zabawę i przyrzekam, że żadnej piłki więcej wam nie zjem. Nawet gdyby to był burak, ale przyznać muszę, że był bardzo smaczny. Hrum, hrum, przepraszam, już poprawię się.

Drugi mecz też remisem skończył się, wyjątkowo szybko, ale trudno. Tylko Kajtek, choć główką obronił bramkę teraz z guzem chodzi po podwórku. Maksio zamyślił się:

- Chyba jednak burak trochę za ciężki był, dobrze, że kaczor przeżył. Muszę porozmawiać z moim przyjacielem, może jakąś lżejszą piłeczkę nam załatwi, żeby już nikt po meczu nie chodził poobijany.

Eryk uśmiechnął się:

- Mój kochany piesku, dla ciebie zrobię wszystko

I podali sobie łapki. Trochę jeszcze porozmawiali i długi spacer umówili się.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Przygody Maksia” 3

10 sie

 

Bal przebierańców

 

Dzień, jak co dzień: słońce świeci, wszyscy już wstali. Po podwórku spacerują, trochę plotkują o tym i o tamtym. Świnka Justynka też wyszła z chlewika, pobiegała, pokwiczała. W końcu usiadła pod płotem i zamyśliła się. Patrzy przed siebie i ogonkiem kręci. Za uchem podrapała się, nosek potarła kilka razy nóżką, w końcu wstała i tak powiedziała:

- Słuchajcie wszystkie zwierzaki, wpadłam na pomysł taki, żeby urządzić bal przebierańców.

- To w zimie robi się bale, w karnawale- odezwał się kaczor.

- A ja myślę, że dla nas latem lepiej będzie. Bo długo jasno jest na dworze, i do przystrojenia też coś znajdzie się choćby na łące, a zimą, tylko śnieg, zimno i szybko ciemno jest. Niech ludzie robią sobie zimą w jakimś klubie, a my zrobimy sobie latem na podwórku.

- Hurra- zawołali wszyscy

-Dobry pomysł Justynka ma.

Owieczki ucieszyły się: mee, mee, i my też przyjdziemy.

- Ależ wszyscy na podwórku nie zmieścimy się.

- To przenieśmy się na łąkę, tam dużo miejsca jest.

Teraz Maksio zasmucił się:

- A kto będzie domu pilnował? Ja stróżem domu jestem, ale też chciałbym na balu być. Też przebrać się chcę, jak wszyscy.

- Musimy coś mądrego wymyślić- i poszli do Eryka. Chwilę porozmawiali – wspólnie ustalili:- że do furtki przyczepi się dzwoneczki. Gdy ktoś wejdzie to będą dzwoniły. Owieczkom nie będą potrzebne to użyczą swoich. Tak, więc sprawa załatwiona, bal odbędzie się na łące. Ognisko zrobimy blisko rzeczki, żeby było bezpiecznie, w koło piaskiem posypiemy. Wszystko już ustalone, o drugiej spotykamy się na łące.

Teraz każdy zastanawia się, za kogo przebrać się. Justynka nie myśli wcale, bo ona już wie. Wlazła do błota, co na podwórku jest i tarza się w nim. Na chwilę wyszła, trochę pospacerowała, w słońcu osuszyła się. Znów do błota wlała i kula się na wszystkie strony. Tak się wypaplała, że jest czarna cała i znów suszy się.

- Kwa, kwa,- śmieją się kaczki

- Ciekawe czy zdąży wyszorować się na bal, to różowe brudne prosię?

- „O mnie się nie martw, o mnie się nie martw, ja sobie radę dam”

Zaśpiewała i do chlewika się schowała. Owieczki chwilę pomyślały i uzgodniły, że, nie będą przebierać się.

- Powiemy, że jesteśmy chmurkami z nieba. Przecież tak wyglądamy, czyż nie?

Kaczki znalazły karton falisty i porwały go na kawałki,

- Już mamy tarki do prania. Jeszcze jakieś fartuszki foliowe i jesteśmy kaczki- praczki, jak się patrzy.

Kury miotłę lub ścierkę pod pachę włożyły i na bal gotowe- gosposie domowe. Gęsi gęsiego poszły na łąkę. Trochę trawy poskubały, patyków na ognisko nazbierały i zastanawiają się:

- Wszystkie dobre pomysły są już wykorzystane. Może jak trochę popływamy, to coś mądrego wpadnie nam do głowy. Jesteśmy ładne, białe, ale co dalej?

I wymyśliły. Nazbierały kolorowych kwiatków i wianuszki piękne uwiły. Na szyję okręciły, a dla urody- każda po kwiatku do główki przypięła,

- Teraz jesteśmy rusałkami polnymi.

Za to indyczki, białe chusteczki znalazły, w czepki kucharskie je ukręciły i na główki założyły.

- Ładne z nas kuchareczki. Jeszcze jakiś garnek poszukamy, kilka łyżek drewnianych i możemy przygotować obiadek dla wszystkich zebranych. A ty- indorze?

- Jak tylko tacę zdobędę, założę czarną muszkę na szyję i kelnerem będę.

Kwoka z kogutem umówili się:

- My za piratów przebierzemy się. Przepaski na oko już mamy, czarne chustki na głowę też, tylko skąd wziąć -Rum- ten piracki napój- ko, ko, ko, kuku-ryku- śmieją się.

Mruczek razem z Maksiem poszli na strych, w starych rzeczach poszperać. I znaleźli; czarny cylinder kominiarski, czerwony kask strażacki, i rurę od odkurzacza.

-Już przebranie mamy, i strażaka i kominiarza- cieszą się.

Pies przebrał się za strażaka i poszedł na łąkę.

- Sprawdzę czy ognisko dobrze przygotowane. W razie czego mój wąż strażacki przyda się. Jeszcze tylko trochę patyków przyniosę.

Kot, jeszcze po dachach lata, ciekawe, czego szuka?

-Koza poszła do ogródka po kapustę, ciekawe, co z nią zrobi? – Mówi kogut do kwoki.

- Jak to, co, na pewno ją zje.

Koza na to-, mee- co was to obchodzi, w swoim czasie dowiecie się.

Liście z kapusty poobrywała i na różki nadziała sobie. Jeszcze kilka na plecy wrzuciła i w stronę łąki poszła. Ale zanim doszła na miejsce, liście zjadła. Tylko jeden na rogu został.

- Po co przyszłaś kozo, skoro jeszcze nie przebrałaś się?

Zapytał kaczor Kajtek.

- Przebrałam się za kapustę.

- A gdzie liście masz?

- Po drodze zjadłam, bo za bardzo nęciły mnie, ale mówię, że jestem kapustą.

- Jesteś kozuchą –kłamczuchą.

Teraz gąsior Bolek odezwał się:

- Liście zjadłaś, tylko jeden został, to możesz być „głąbem kapuścianym”, nic więcej.

- Nikt by na to nie wpadł, żeby za głąba kapuścianego przebrać się. A mnie się udało, choć wcale tego nie planowałam- bee, bee,- koza cieszy się.

Krowa pokręciła się po podwórku, prześcieradło rogami ściągnęła ze sznurka i na głowie ma. Dwie dziury rogami przebiła, na oczy naciągnęła i udaje ducha.

Wszyscy przebrani już są na łące, ognisko też pali się. Maksio strażak w pobliżu stoi. Wtem ktoś zawoła:

- A gdzie nasza Justynka jest? Czy jeszcze przed lustrem różowy nosek pudruje? A może jeszcze się szoruje. Jeszcze chwilę poczekamy, to się przekonamy.

Kogut wlazł na drzewo i rozgląda się w koło. Nagle krzyczy:

- Kuku-ryku, kryć się gdzie kto może, bo coś czarnego lezie w naszą stronę. Jedno duże, drugie małe, diabły dwa czy co?

Trochę zamieszania zrobiło się, czy uciekać, czy czekać, co to takiego jest. Już po chwili okazało się, że, to małe czarne to Mruczek za kominiarza przebrał się. Cylinder na głowie ma i szczotkę do czyszczenia komina w łapce trzyma, a drugie – to nasza Justynka.

Indor trochę zdenerwowany mówi:

- Czyś ty zgłupiała, za Borutę przebrałaś się?. Tylko zamiast rogów na głowie, wiązkę słomy na brzuchu przepasałaś sznurkiem i ryjek czerwonym burakiem pomalowałaś, czy diablicą w spódnicy jesteś?

Teraz kwoka Klotylda odezwała się:

- Cały dzień w błotku siedziałaś, tarzałaś się, paplałaś, i nie umyłaś się wcale. Myślisz, że tak ładnie wyglądasz?

Justyna na to:

- Droga Klotyldo, zdejmij tą piracka przepaskę, otwórz szeroko oczy oba, i co widzisz?

- Jak to, co?. Czarne prosię z kolczykiem w uchu i w nosie, i łańcuchem na szyi.

- Ależ nie, widzisz wspaniałego murzyna, tylko łysego, bo czarna owca nie chciała użyczyć mi trochę wełenki na włosy. „Murzynem jestem, oo oo”

Zaśpiewała i tyłkiem zakręciła w koło.

- Zamiast tak gapić się na mnie, bawmy się, po to tu wszyscy przyszliśmy.

Eryk też przyszedł na łąkę, trochę pograł zwierzętom na harmonijce ustnej. Gąski na fletach zagrały. Kogut na grzebyku czerwonym. Kaczki też do muzyki przyłączyły się i na swoich tarkach zagrały. Całe towarzystwo bawiło się wesoło. Ludzie zeszli się, stanęli w koło i głośno mówili:

- Takiej zabawy jeszcze nie było w całej okolicy.

Eryk trochę zdjęć porobił na pamiątkę, do albumu schowa. Jedno wspólne w ramkę oprawi i w swoim pokoju na ścianie powiesi. Ognisko dopaliło się i wszyscy zadowoleni do zagrody wrócili. Późno już, pora spać. Tylko Justynka- murzynek nasz, pod pompę weszła.

- Może jednak trochę umyję się przed spaniem? Kwi, kwi, Maksio, czy pomożesz mi?

- Bardzo chętnie, już pomagam- pies zaszczekał.

Kilka mocnych ruchów i już woda z pompy leci. Świnka ochlapała się trochę.

- Może jutro lepiej wyszoruję się, jeszcze zobaczę. A może taka pozostanę, kto wie? Podoba mi się moje przebranie.- „ Murzynem jestem ooo”- zaśpiewała i już po chwili głośno chrapała.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bajka „Przygody koziołka Teofila”

03 sie

Przygody koziołka Teofila

 

Słonko jasno świeciło już od samego rana . Po błękitnym niebie płynęły białe chmurki, w blasku słońca wyglądały jak prawdziwe owieczki. Po wysokich górach kozice skakały, razem z nimi były dwa koziołki małe. Starszy Dafi ,zawsze posłuszny ,nie oddalał się od stada. Młodszy Teofil ,był trochę uparty i bardzo ciekawski. Chciał chodzić swoimi drogami , nie słuchał nikogo , zaglądał do każdej szpary czy jamy.

- Jestem zuch i niczego się nie boję , ostre różki i mocne kopytka moje. Niech no tylko ktoś mnie złapie ,to pokażę co potrafię.

Spojrzał na niebo i zawołał:

- Hej , owieczki miłe ,jak tam żeście powchodziły, czy powiedzieć chcecie że lepsze ode mnie jesteście? Czy jakąś drabinę żeście znalazły i po niej na niebo wlazły? Gdzie ta drabina jest, ja też chcę po niej wejść. Albo nie , ścigajmy się ,wy po niebie , ja po górach, przekonajmy się kto szybszy jest.

Owieczki , obłoczki najpierw płynęły powoli, potem coraz prędzej jak dmuchał wiatr. Teofilowi bardzo zależało na tym żeby wygrać ten wyścig.

- Przecież jestem najszybszy , przekonacie się .

Raz spoglądał na niebo, raz pod nogi, bo przecież skakał po górach . Musiał uważać gdzie i jak skacze.

- To nie lada sztuka tak skakać po skałach, ale ja wszystko potrafię ,to dopiero dla mnie wyzwanie takie ściganie.

Skacze w dół i skacze w górę , kopytkami w skały stuka .

-Jeszcze kawałek do tej drugiej góry, Gdy zdobędę szczyt, będę najszybszy. Hej, owieczki leniwe, co tak wolno biegniecie. Czy któraś z was chce prześcignąć mnie ? Która zdobędzie srebrny medal? No wiedzieć musicie że złotego nie zdobędziecie, złoty będzie mój .

Teofil nie patrzył gdzie idą kozice bo przecież ścigał się z owieczkami na niebie. Robił coraz większe skoki, i nagle zahaczył kopytkiem o skałę. Skała się osunęła i koziołek zsunął się w dół . Zatrzymał się w krzakach które ze skały wystawały. Próbuje z nich wydostać się ale nie może , bo kopytko zakleszczyło się.

- Nie mogę szarpać się bo jeszcze niżej spadnę i nóżki połamię albo zabiję się – pomyślał.

Teraz płacze –bebe- bebe  mamo, gdzie jesteś , pomóż mi, bo nie mogę  stąd wyjść.

Mama kozica wołanie usłyszała. Rozgląda się wkoło ale nigdzie swojego synka nie widzi.

- Siostry kozice, pomóżcie mi szukać Teofila , bo gdzieś zgubił się i o pomoc woła. Kozice rozbiegły się, każda w inną stronę patrzy, ale żadna koziołka nie widzi.

- Jak go znaleźć nie wiem, chyba kogoś poproszę o pomoc.

-Hej orły, sokoły, co bystre oczy macie, przeszukajcie góry, lasy ,doły ,bo mój koziołek gdzieś z góry zsunął się i o pomoc woła a ja nigdzie go nie widzę. Pomóc mu nie mogę a on jest jeszcze mały i na pewno sam boi się .

Ptaki usłyszały wołanie. Wzbiły się wysoko i krążyły nad górami, to znów niżej zlatywały ale koziołka nigdzie nie widziały. Mały Teofil skulił się ze strachu i w krzakach nie było go widać .

- Słońce już zaszło , robi się ciemno , twojego synka nigdzie nie widać, jutro znów poszukamy- Powiedziały ptaki i do gniazda poleciały.

- I my też pójdziemy ,bo jeśli ptaki go nie znalazły to i my teraz nie znajdziemy.

Kozica zasmuciła się – czy mój synek żyje?

Nadeszła noc, wszyscy poszli już spać , tylko mama nie mogła usnąć bo wciąż myślała .

- Właściwie teraz nie mam czego bać się – myśli koziołek – bo nikt mnie tu nie znajdzie skoro sokoły , bystre oczy nie wypatrzyły mnie, mogę spokojnie spać – i zasnął.

W nocy był trochę niespokojny , wiercił się i uwięzione kopytko uwolniło się . Rano , gdy promienie słońca zajrzały w krzaki koziołek obudził się . Otworzył oczy i zawołał:

- Jaki piękny dzień dziś mamy, muszę trochę poskakać po skałach przed śniadaniem .

Ale zupełnie zapomniał że jest tak wysoko i w krzakach. Stuknął kopytkami w skałę i podskoczył. Spojrzał w dół, ale było już za późno, fikołkował w powietrzu. Przerażony zamknął oczy, już nie patrzył jak leci, nagle upadł.

- To już koniec, już po mnie .

Pomyślał i chyba stracił przytomność. Chwilę się nie ruszał, W końcu ocknął się ,otworzył oczy

- chyba jednak żyję , ale gdzie ja jestem?, W niebie czy na ziemi?

Podniósł głowę i usiadł:

- O nie , ani w niebie , ani na ziemi , wylądowałem znów na skale i to w jakimś gnieździe. Ciekawe czyje ono jest? Duże i wygodne, ale czy ktoś je porzucił i w innym mieszka? A jak przyleci to może mnie zje, albo na łeb na szyję  stąd wyrzuci. Muszę poczekać bo i tak sam  nie wydostanę się stąd.

Cały dzień przesiedział w tym gnieździe .

-Nikt tu nie przyleciał to chyba już nie przyleci .Dobrze że to gniazdo osłaniają krzaki, a te listki zielone podjem sobie na śniadanie, szkoda że trawa tu nie rośnie ale za to płynie mała stróżka wody w skały szczelinie. Napije się i jakoś przeżyję aż mi ktoś pomoże.

Teofil głośno zawołał :

- Kto mi pomoże?

Ale usłyszał w odpowiedzi :

- Może, może, może.

- Czy ktoś pomoże mi?

- Teraz nikt, nikt, nikt.

-Więc kto odzywa się i pomóc mi nie chce, no kto?

- Echo, echo ,echo.

- Co ja złego ci zrobiłem ,że nie chcesz pomóc mi?

- Nic, nic, nic

Echo odpowiedziało i dalej poleciało . Koziołkowi zrobiło się smutno. Usiadł w gnieździe i zamyślił się

-Może za dużo po górach skakałem? Albo za mocno kopytkami stukałem, no i mamy też nie słuchałem ,dlatego teraz jestem tu. Mój starszy brat Dafi zawsze grzeczny był i teraz pewnie z mamą jest, a ja tu sam i gdzie? wysoko na skale , w dodatku w jakimś gnieździe i pewnie już nikt mnie tu nie znajdzie. Mamo, gdzie jesteś? Nie jestem ptakiem , żebym w gnieździe mieszkał i nie mam skrzydeł żebym  stąd odleciał. Po górach skakać umiem ale z tego gniazda przecież nie wyskoczę bo połamię kopytka albo się zabiję. Trudno, trochę tu posiedzieć muszę .

Siedział kilka dni , za w końcu tak mówi:

- Jak dłużej tu posiedzę ,to jak ptak jajo zniosę i  młode koźle z niego wysiedzę. No co za głupstwa ja wygaduję, przecież kozioł nie znosi jajek. A bocian przynosi dzieci? Chyba nie .A czy koziołek z jajka wylęga się? Niech pomyślę jak to jest.

Myśli chwilę :

A co ja będę tym zawracał sobie głowę , muszę zastanowić się jak stąd wydostać się . Czy ktoś mi w końcu pomoże, czy ktoś swych skrzydeł użyczy mi ? A może jak w gnieździe dłużej posiedzę to skrzydła same urosną mi tak jak ptakom i sam stąd polecę do mamy? Znów majaczysz Teofilu,- gada do siebie – wytęż głowę. Przecież od siedzenia w gnieździe nie staniesz się skrzydlatym kozłem czy pegazem, Dobrze o tym wiem ale skoro nie mam innego wyjścia trochę tu pomieszkać muszę ale nudzi mi się . Mój brat Dafi po górach skacze a ja co? W gnieździe siedzę , i nic innego zrobić nie mogę , chyba tylko założyć nogę na nogę i w niebo gapić się albo z góry podziwiać okolice.

Nagle coś zaświtało mu w głowie , uśmiechnął się i zawołał :

- Już wiem . Zamiast nad sobą użalać się ułożę sobie piosenkę

Koziołeczek Ru-du-du

skakał w górę, skakał w dół

Potem w kółko kręcił się

No i upadł- bęc.

Be, be, be,  be, be, be,

guz  wyskoczył na głowie

Be, be, be,  be, be, be,

skąd  się guzioł wziął .no skąd?

Roześmiał się .Teraz przypomniało mu się jak skakał i nie jednego guza nabił sobie .Złapał się za głowę :

- Mojego guza już dawno nie ma, gdzieś znikł ale podoba mi się takie śpiewanie. Mama kiedyś mi śpiewała ale już zapomniałem. Trudno, teraz będę sam układał piosenki i śpiewał , najpiękniej jak potrafię.

Owieczki płynął po niebie

a ja w orlim gnieździe siedzę.

Chociaż wcale tego nie chcę

uwięziony jestem.

Be, be, be,  be, be, be

Płakać  mi się chce.

Raz  się śmieję

A raz płaczę

Kiedy mamę swa zobaczę

Bo stęskniłem za nią się

Be, be, be, be, be, be

Mamo, kiedy znów przytulisz mnie .

- Jak mam stąd wydostać się ? nie wiem.

Koziołkowi zrobiło się bardzo smutno.

-Jak długo tu jeszcze posiedzę ? Listków coraz mniej , dobrze że woda jest .

Wtulił się w gniazdo – jutro znów będzie nowy dzień, zobaczę co mi przyniesie – i zasnął.

Rano znów obudziło go słońce.

- Gdybym nie był uwięziony już dawno skakałbym po górach ,a tak przekręcam się z boku na bok i na góry gapię się . Najlepiej zrobię jak pośpiewam sobie coś wesołego.

Coraz to nowe piosenki układał i coraz głośniej przy tym beczał.

- Be, be, be, śpiewać mi się chce.

Aż któregoś dnia usłyszał gęganie na niebie.

-To dzikie gęsi lecą.

Ucieszył się i beczał coraz głośniej , a echo beczenie do nieba zaniosło. Gęsi to usłyszały i do gniazda poleciały .

- Co tu robisz tak wysoko i to w gnieździe , przecież jesteś kozłem a nie ptakiem.

- Jestem Teofil. Po górach skakałem, z chmurkami-owieczkami na niebie ścigałem się .Potknąłem się i spadłem , tu wylądowałem i siedzę .Dobrze że całkiem w dół nie poleciałem bo nie byłoby już mnie. A wy piękne ptaki białe czy pomożecie mi stąd wydostać się?

- Chętnie pomożemy ale musisz jeszcze trochę poczekać. Z innymi ptakami naradzimy się jak to zrobić i po ciebie przylecimy.

-Jak spotkacie moją mamę to powiedzcie jej o mnie.

-Powiemy-  gęsi odpowiedziały i poleciały nad jezioro,gdzie rósł wysoki tatarak. Przyleciał też bociek, co ryby łowił, a po chwili inne ptaki też przyleciały, gdy o małym koźle usłyszały. Kozice z góry patrzyły-, co za poruszenie tam na dole jest, czy coś stało się? Pójdziemy zobaczyć.

Zeszły z gór, Idą w stronę wody

-Co się tu dzieje, czy pomóc możemy?

- Kozico, twój Teofil żyje. Na skale w opuszczonym gnieździe siedzi i nic mu nie jest, ale musimy pomyśleć jak go stamtąd przenieść na ziemię.

Długie i mocne liście tatarak ma,w sam raz na hamak dla koziołka, żeby nam w dół nie spadł.Mówią, że straszna wiercipięta z niego, musi wszystko widzieć.

Wnet wszyscy do pracy zabrali się, liście tataraku pościnali i mocną siatkę wyplatają. Żaby, które przed boćkiem skryły się w wodzie teraz się wynurzyły.

- My też chętnie pomożemy, bo zwinnie skaczemy.

I tak wspólnymi siłami hamak uplotły. Dzikie gęsi go zabrały i po koziołka do gniazda poleciały

_Gę-gę-gę już jesteśmy. Teraz wskakuj do hamaka tylko nie wierć się, zaniesiemy cię do mamy, bo już czaka na ciebie.

Teofil nie czekał ani chwili.Szybko z gniazda wyskoczył i już siedzi w hamaku.

- Gąski długoszyje, bardzo wam dziękuję.

Jeszcze odwrócił się do tyłu i zawołał:

-Żegnaj gniazdko, już do ciebie nie wrócę, ale dziękuję za schronienie, żegnaj.

Lecą gęsi w powietrzu, Teofil przez szpary w siatce spogląda w dół i już z daleka woła:

- Beeeee , mamo już lecę. Cieszę się że jesteś. Tak bardzo za tobą tęskniłem, już zawsze będę grzeczny.

Gęsi lot nad jeziorem obniżyły. Aż tu nagle rybitwy dwie, co o rybę w powietrzu się biły opadając w hamak uderzyły. Ptaki, choć mocno hamak trzymały,teraz pod wpływem uderzenia upuściły go i koziołek w wodzie wylądował. Siatka zakręciła się i Teofil wypadł.   Tak przejęty był spotkaniem z mamą a teraz chyba trochę się wystraszył, bo zachłysnął się i poszedł pod wodę.Już ryby, co w wodzie mieszkają na pomoc śpieszą. Siatkę z koziołkiem na brzeg wyciągają,inne ptaki i zwierzęta  też w tym pomagają.

- Czy na koniec utopił się?

Wszyscy w milczeniu czekają, co dalej. Teofil chwilę poleżał, w końcu otwiera oczy.

-Znów niebo widzę,czy znów jestem w gnieździe?

Podnosi głowę i w koło rozgląda się:

- Na pewno nie, teraz jestem w raju,bo wszyscy tu na mnie czekają.

Szybko podniósł się z ziemi i choć cały mokry mocno przytulił się do mamy.

- Mamo, tak bardzo mi ciebie brakowało, przepraszam za wszystko, już będę grzeczny.

Wielka radość nad jeziorem była. Wszyscy cieszyli się ze szczęśliwego powrotu koziołka.Zaś on sam wszystkim za pomoc pięknie podziękował i razem z bratem Dafim i kozicami znów w góry powędrowali. A kiedy z góry spogląda na jezioro to z radością wspomina

- Nawet nie wiedziałem, że tak dużo przyjaciół mam.

Czasem po górach roznosi się beczenie. To Teofil i Dafi na dwa głosy śpiewają swoje piosenki

- Bee, bee, bee, Śpiewać nam się chce.

-Skaczemy po górach

Skaczemy po skałach

Nikt nam nie podskoczy

Bo się z góry stoczy.

Może i spróbuje

Na to nie pozwolę

Będzie głośno beczał

Z guziołem na czole.

- Bee, bee, bee,  śpiewać nam się chce.

A innym razem śpiewali tak :

Góralu. Czy ci nie żal?

Góralu, wracaj do hal.

Teofilowi było żal

Teofil wrócił do skał.

Bee, bee, bee, dobrze w górach jest

Bee, bee, bee, góry są najpiękniejsze.

MK

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bajka „W piórniku Julki”

02 sie

 

W piórniku Julki leżą kredki i ołówki .Obok temperówki leży gumka ’’myszka’’

- Co się tak o mnie ocierasz myszka,czy nie wiesz, że jestem ostra jak brzytwa?

-A no wiem, ale nie przeszkadza mi to wcale, bo nie taka twoja rola, ostrzyć gumki tylko kredki i ołówki.A ja po to tu jestem, żeby zmazać to, co Julce nie udało się, albo źle narysowało.

-Ho, ho, ho, nie podskakuj tak myszko,bo gdyby nie ja, to żadna kredka by nic nie namalowała, a ołówek, już nawet nie mówię, jaki tępy znów leży.

Wnet ołówek się oburzył;

-Przecież ja ciągle pracuję, ciągle coś rysuję i dlatego tak często jestem tępy.

A od tego twojego ostrzenia jestem coraz krótszy, jeszcze trochę i nie będzie mnie wcale.

-Może w piórniku już nie –odezwała się żółta kredka; ale na papierze zawsze zostawiasz pamiątki po sobie,chyba, że coś ci nie wyjdzie wtedy myszka szybko to wymaże.

Teraz odezwały się inne kredki;

-A my, tak piękne,każda w inny fartuszek ubrana, też do pracy jest gotowa, do malowania.

Już odzywa się temperówka;

-A jak tam wasze główki, czy tępe, czy ostrzyć trzeba? Bo ja zawsze jestem ostra i gotowa.Jak u fryzjera z pod mego ostrza wychodzą piękne główki, lecz nie okrągłe tylko stożkowe, w sam raz do malowania gotowe.

Znów odezwały się kredki chórem;

-Już nie sprzeczajmy się, kto najważniejszy w tym piórniku jest, bo z tego, co wiemy,Julka wszystkich nas potrzebuje.Bez nas byłby obrazek smutny i szary a tak jest piękny i kolorowy. Spójrz temperówko, i co, czy podoba ci się Julki nowe dzieło, nowy obrazek?

-Owszem,tak. Jednak najważniejsza jestem ja, bo kiedyś wszystkie się wymażecie i wykończycie, choćby na obrazku czy jakimś portrecie a ja w piórniku pozostanę, nowe kredki i ołówki do ostrzenia dostanę.

Na końcu piórnik odezwał się;

- I ty kiedyś stępisz się i na inną, nową temperówkę ciebie też wymienią.

 

m.k.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bajka „W piórniku Eryka”

02 sie

 

 

 

W piórniku Eryka

 

Siedzi Eryk przy swoim biurku i nudzi się.

- Nic mi się nie chce, może coś sobie narysuję, tylko, co?

Otwiera piórnik, a tu ktoś siedzi:

- Pikuś? – Co tu robisz, czemu skryłeś się w moim piórniku?

- Nie gniewaj się że tu siedzę. Lubię Cię Eryku, ale mów do mnie mów do mnie pan Pikuś.

- Przecież jesteś mały, do dużych mówi się: -pan

- Spójrz na moją głowę, fryzurka extra-modna, jak u dorosłego, może nie? Każdy po główce głaskał mnie: pikuś mały, pikuś mały, pikuś tu i pikuś tam- dość już tego wszystkiego mam.

Włosy na głowie jeżyły mi się od takiego gadania, więc zmieniłem fryzurkę i teraz jestem Pikuś Pan. Czy zgadzasz się ze mną Eryku, i czy mogę pozostać w twoim piórniku? Żeby już nikt więcej nie głaskał mnie po głowie i palcami wytykał:, że „pikuś to nic”. Od teraz pan Pikuś to ktoś, pan Pikuś to gość.

- Jak chcesz to zostań. Cieszę się, że właśnie mój piórnik wybrałeś do tego, bo bardzo lubię cię i podobasz mi się. Już nikomu nie pozwolę głaskać cię i wiesz co zrobię, założę ci na główkę jakąś czapkę, czy zgadzasz się?

- Na jakąś tam czapkę?– nie,- przecież mam modną fryzurkę. Czy nie podoba ci się Eryku? No, ale jak tak bardzo chcesz,to możesz założyć mi kapelusz, skoro już jestem pan Pikuś.

A może garnitur też chcesz?

- No coś ty- gogusia ze mnie nie zrobisz, kapelusz w zupełności wystarczy mi.

- Zrobi się, jakiś extra kapelusz zdobędę dla Ciebie, Będziesz gość jak się patrzy, jak sobie pan życzy,panie Pikusiu. Będę cię zawsze nosił w piórniku: i w domu i w szkole, w plecaku i na biurku. A od czasu do czasu, jak tylko zechcesz to pobawimy się razem, albo poczytamy bajki. Tylko najpierw odrobię lekcje. Czy pan zgadza się?

- Wszem, pan Pikuś zgadza się.

Eryk uściskał pana Pikusia. Kapelusz mu na głowę założył i schował do piórnika, obok kredek i ołówka, gumki „myszki”, ale z daleka od ostrej temperówki. Pikuś bardzo ucieszył się ze swojego nowego przyjaciela i na ucho szepnął mu;

- Wiesz co Eryku, jak będziemy sami to mów mi Pikuś, ale przy innych mów pan Pikuś. To będzie nasz sekret –zgoda- cicho sza. Teraz już spać mi się chce, pa, pa, do jutra.

MK

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bajka „W piórniku Marty”

02 sie

 

Na biurku Marty leży piórnik, teraz jest zamknięty.

- Marta, pokaż, co w swoim piórniku masz, mówi Eryk.

- Jeśli interesuje to ciebie, w moim piórniku jest „misz- masz.

Eryk zdziwił się;

-Co to znaczy misz- masz?

-Jak to co?Wszystko, co potrzebuję i w domu, i w szkole. Są kolorowe kredki i pisaki, ołówek, długopis i pióro, gumka „myszka” i temperówka i jeszcze linijka

krótka.

- I to wszystko w twoim piórniku mieści się?

- Musi się zmieścić, bo ja to wszystko używam, może nie na raz, ale po kolei, bo tylko dwie ręce mam.

Eryk śmieje się; che, che, che, ręce dwie, ale palców masz dziesięć i ciekaw jestem czy wszystkimi naraz pracujesz?

-Dziesięcioma palcami naraz to można na pianinie grać albo na innych instrumentach a nie pisać czy rysować. A jak to u ciebie jest?

- U mnie; lewa ręka leży sobie, czasem zwisa, prawa pisze lub rysuje.

- To weź tej lewej powiedz, żeby nie była taka leniwa i niech łaskawie pomoże prawej, chociaż przytrzymać kartkę czy zeszyt, gdy piszesz. Bo z nudów zaśnie, zacznie chrapać i przeszkadzać ci będzie. Tak być nie może, niech jedna drugiej pomoże. Do roboty obie zdolne, więc niech obie pracują tak jak moje. Dość już tego Eryku, teraz zabieram się za lekcje, potem poczytam albo trochę porysuję. Niech wszystko budzi się w moim piórniku, bo chyba drzemie, gdy my

tak gadamy.Teraz już piórnik otwieram i za pisanie się zabieram. Czym pisać?

Piórem czy długopisem- Marta zastanawia się. Wtem długopis odzywa się:

-Weź mnie, ja szybciej piszę, szybciej po kartkach ślizgam się i szybciej odrobisz lekcje.

-A pióro? Pióro spogląda dumnie

-Wybierz mnie, bo ja, choć piszę wolniej, ale za to ładnie, równo i wyraźnie.

Z pod mojej stalówki wychodzą literki zgrabne i krągłe. Każdy, kto do ręki twój zeszyt weźmie z przyjemnością powie „pięknie piórem piszesz, no, bo długopisem gorzej, trochę bazgrzesz”.

- To, co,ja nie potrzebny jestem tu, więc, po co nosisz mnie w swoim piórniku?

- Nie martw się długopisie, ciebie też potrzebuję,choćby do notatek w brudnopisie. Kiedy szybko pisać muszę wtedy jesteś mi niezbędny, a gdy atrament w piórze skończy się, kto mi wtedy pomoże,kto lepiej pióro zastąpi jak nie ty?

Długopis lekko uśmiechną się:

- Niech i tak będzie.

Marta lekcje odrobiła, pióro odłożyła. Teraz Eryk wtrącił się-

- A kredki i pisaki jak się zgadzają, skoro takie same kolory mają? Jednymi

i drugimi ten sam obrazek malujesz?

-No nie, ale one ze sobą ugodę mają, bo czasem jedne używam a innym razem drugie, to zależy, co maluję i na jakim papierze. Musisz wiedzieć, że: pisaki ostre kolory mają, kredki delikatniejsze i właśnie od tego zależy, które i kiedy potrzebuję.

-Gumka i temperówka swoje role mają, każda potrzebna, do czego innego, obie niezbędne,to już wiem, ale, po co ci w piórniku ta linijka krótka?

- Jak to, po co,ona wie, że bez niej nic tak prosto nie narysuję. Gdy podkreślić temat muszę wtedy ona służy mi swoją prostotą i za to lubię ją Jak widzisz Eryku, wszystko, co mam w swoim piórniku jest mi potrzebne, to właśnie jest

„misz- masz” każdy o tym wie, chyba teraz ze mną zgadzasz się.

 

m.k.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bajka ” Zegar z kukułką”

02 sie

 

 

 

Zegar z kukułką

 

Idą jeże leśną ścieżką: tup, tup, tup. Dzięcioł w drzewo puka: puk, puk, puk. Wrona kracze: kra, kra, kra. A ja, co na to?

Ja na pniu siedzę sobie i nic nie robię, tylko zakładam nogę na nogę i gapię się,co dalej będzie. Kukułka woła: a ku-ku, a ku-ku, jestem tu, czy jesteś tu jajko moje?

Jestem tu, tu, tu, i tu też. – To ile was jest?

- Kukułeczko, czy to ładnie tak swoje jajka innym ptakom podrzucać?

- Ku-ku, ku-ku, kukułka zakukała i szybko się schowała, bo nie miała ochoty przed nikim tłumaczyć się – po prostu zawsze tak robię.Co za różnica, kto wysiedzi jajka moje, przecież ja nie mam na to czasu,ku-ku.

Ptaki naradzają się:

- Jest kukułek coraz więcej w lesie i dlatego coraz więcej jajek jest. Trzeba coś z tym zrobić, bo niedługo w całym lesie będzie tylko ku-ku, ku-ku, i zagłuszy nasze trele,przyjaciele.

- Zaraz to naprawię. Pozbieram swoje jajka do koszyka i wyniosę je z lasu skoro ich nie chcecie. Pójdę do miasta, może tam znajdę dla nich mieszkanie. Jajka pozbierała i odleciała. Przechodziła właśnie koło zegarmistrza:

- To jest to, czego szukam – pomyślała. Lasu nie ma,innych ptaków też nie,a pełno domków tu wisi na ścianie. Powkładam do każdego jajeczko, puchem otulę żeby było mu ciepło i nikt nie dowie się gdzie są jajka moje.

Ku-ku, ku-ku, kukułka zakukała i zadowolona znów do lasu poleciała.

- Teraz możecie szukać sobie moich jajek,w lesie ich nie ma.

Jajka trochę poleżały, puchem się ogrzały i po pewnym czasie z jajek kukułki się wykluły. Lecz zamiast szumu drzew słyszały ciągle tik-tak, tik- tak, tik-tak.

-, Co to jest? To nie las, tylko ktoś odmierza czas. Tik-tak, tik-tak, tylko zegar mówi tak. Teraz mamy swoje gniazda i już nikt nie będzie zły, nie zabroni nam kukać.

- Ku-ku, ku-ku, jestem tu, a ja tu, i tu.

Wszystkie kukułki się odezwały.Każda swój domek otworzyła i wspólnie ustaliły.

-Żeby już nikomu nie przeszkadzać będziemy zawsze o tej samej porze kukać. A żeby o nas nie zapomnieli będziemy kukać, co godzinę, w dodatku tyle razy,ile czasu upłynie.

Odtąd kukułki w zegarze mieszkają i godzinę nam oznajmiają. Kukają tyle razy,ile zegar czasu pokaże, Ku-ku raz, ku-ku, ku-ku dwa. Teraz już dokładnie wiemy, która godzina. A w nocy,czy śpią? Ależ nie. W nocy też kukają, no, bo przecież w zegarze mieszkają. A kiedy śpią i czy coś jedzą? Kiedy czas na to im pozwala,między godzinami drzemią. A czy w nocy zegar śpi? I czy czas kiedyś zatrzyma się? Chyba nie.

Tik-tak, tik-tak, zegar tyka i odmierza czas,który ani na chwilę nie zatrzyma się. A czy zmęczony jest? Na pewno nie,bo nigdzie nie śpieszy się.Zawsze równym krokiem idzie i zawsze do przodu, nigdy nie cofa się, co minęło wrócić już nie może. Tik-tak, tik- tak, tik-tak, zawsze już będzie tak, tik-tak,tik-tak, tik-tak.

MK

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bajka „Jeże”

01 sie

 

Jeże

Idą jeże szeregiem , każdy na plecach jabłko niesie,

Jabłek pięć, jeży pięć, pod górkę wspina się.

 

Jeże przystanęły, bo odpocząć chcą, no i co?

Jabłka z kolców się zsunęły i z górki kulają się –o.

 

Teraz jeży pięć ,w kulki się skręciło

I jak jabłek pięć ,w dół się potoczyło.

 

Jabłka w dołek wpadły, jeże przez nie przeleciały

I ostrymi kolcami na jabłka znów się nadziały.

 

Idą jeże szeregiem , każdy na plecach jabłko niesie

Teraz ominą pagórek , już nie chcą z górki kulać się.

 

Jeży pięć, jabłek pięć –każdy swoje do domu zaniesie.

Ale jeże nie jedzą jabłek , czy o tym wiesz?

 

Może tak ,a może nie?

Jak spotkam po drodze jeża, to na pewno zapytam się.

MK

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

bajka „Mleko białe czy łaciate”

30 lip

Mleko białe czy łaciate?

Miauczy kotek:
-Miau, miau,kto mi trochę mleczka da? Bo pić mi się chce,a moja miseczka pusta jest.
Mleczko już skończyło się.
Poszedł kotek do obory,gdzie mieszkają krowy:
- Miła krówko Klementynko, powiedz mi –czy białe mleczko masz? I czy trochę mi go dasz?
-Muuu, muuu – mówi krowa
-Owszem, mam. Jak ładnie poprosisz to ci mleczka dam.
-Bardzo proszę o mleczko, miauu.
-Tak patrzę na ciebie i zastanawiam się jak to jest:
- Jesteś czarna w białe łaty i mówisz, że białe mleczko masz, a nie czarne? A gdybym poczęstował cię
czekoladą , czy wtedy zamiast mleka byłoby kakao? A właściwie krowa je trawę to, dlaczego mleko
nie jest zielone,tylko białe?
- Muuu, muuu- nie kombinuj tak kotku, bo: czy czarna krowa w białe łaty,czy biała w czarne albo
brązowe ,to i tak mleko jest zawsze białe. No, bo czy widziałeś kiedyś mleko łaciate? Tak tylko
czasem pisze, czarne łaty też namalowane, ale mleko przecież jest białe.
-Więc gdzie czarne łatki zostały, gdzie się schowały?
-A może trzeba zajrzeć do kartonika do środka, czy gdzieś nie przykleiły się?
I czy można łyżeczką je zjeść?
- Muuu, muuu, a ty kotku powiesz mi jak to z tobą jest? Białe mleczko pijesz i też czarny jesteś,
No i co??
- Miauu, nigdy o tym nie myślałem ,gdybym to wiedział ,to bym ci powiedział. Ale ja sam nie wiem
dokładnie jak to jest naprawdę.
I dlaczego mleko jest zawsze białe a nigdy czarne. Żeby, chociaż łaciate było, jak ta krowa co go daje,
ale też nie, jest białe i koniec.
MK

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii